Home arrow Łomiankowski Klub Literacki arrow Cudzego nie chwalicie, swojego nie znacie
Archiwum imprez
Teatr
Literatura
Muzyka
Wystawy
Zabawa
WOŚP
Aktualności
Polecamy
Związek Literatów Polskich
Teatr Spinka
Lomianki.info
Shaolin Kempo
UMiG Łomianki
Colors of Trio
OSP Łomianki
Biblioteka w Łomiankach
ICDS Łomianki
Gazeta Łomiankowska
Maria Hoffman
Statystyka
OS: home.pl
PHP: 5.2.17
MySQL: 5.5.17-log
Czas: 19:16
Caching: Disabled
GZIP: Disabled
Użytkownicy: 17
Newsy: 529
Odnośniki: 0
odwiedzających: 2270837
Gościmy
Aktualnie jest 25 gości online
Cudzego nie chwalicie, swojego nie znacie PDF Drukuj E-mail
Napisał Jacek Rostocki   
ImageKiedy zacząłem chodzić na spotkania Łomiankowskiego Klubu Literackiego, nikt ze znajomych w głowę się nie stukał, ale ze spojrzeń mogłem wnioskować, że martwią się o mnie. Dziwnie przytakiwali na wszystko, jakby nie chcąc mnie złościć.



Jakieś 25 lat temu byłem harcerzem. Moi koledzy z klasy latali po dyskotekach, a ja, po pas w bagnie, uczestniczyłem w biegu na wędrownika. Ludzie stukali się w głowę, niejednokrotnie słyszałem o sobie „harcerzyk” w jak najbardziej pejoratywnym znaczeniu.
Cóż, nie wiedzieli, że oprócz niezłej radochy zdobywam również pewne umiejętności, które jak czas pokazał, mogą się w życiu przydać. A w dyskotekach też bywałem, ale kiedy indziej.

Kiedy zacząłem chodzić na spotkania Łomiankowskiego Klubu Literackiego, nikt ze znajomych w głowę się nie stukał, ale ze spojrzeń mogłem wnioskować, że martwią się o mnie. Dziwnie przytakiwali na wszystko, jakby nie chcąc mnie złościć.
A przecież literatura jest w dobrym tonie? Ludzie podniecają się nagrodą Nike, do kina chodzi się na adaptacje bestsellerów książkowych. Co więcej – jak się podpytać, to przynajmniej jedna osoba z bliskiego otoczenia coś tam sobie pisze – a to wierszyk, a to opowiadanko, a to powieść do szuflady.
Kwitnie korespondencja e-mailowa, która w wielu przypadkach po wyjściu się ze stadium lapidarnej, skażonej argotem poczwarki, nabiera cech indywidualnego, czasem wręcz literackiego stylu.
No więc o co chodzi? Dlaczego mam się wstydzić, że zamiast na piwo idę na spotkanie klubowe, albo wieczorek poetycki?

Włączam komputer, odpalam jeden z portali literackich. Blisko cztery tysiące zarejestrowanych użytkowników. Ponad dwadzieścia tysięcy utworów, od haiku do dramatu, od fraszki po powieść. Gorące dyskusje, ostre komentarze, gwar, zadyma jak w realu. A w realu cisza. Co się dzieje?

Idę do swojego łomiankowskiego piwopoju – tu mają już o mnie wyrobioną opinię, więc nikt się nie dziwi, kiedy wcisnę mu do przeczytania nowy kawałek. Nadmieniam o najbliższym wieczorku poetyckim. O dziwo! Trzy osoby dopytują się o szczegóły! Kiedy, gdzie, o której, kto, co i jak. Deklarują chęć. I nic. Żadnej z tych twarzy na wieczorku nie widzę. O czym to świadczy?

Szczerze mówiąc sam nie wiem. To chyba jakaś taka inercja, bezwład, która (y) pozwala (y) ewentualnie wziąć do ręki książkę, ale utrudnia aktywną dyskusję o literaturze. Szczególnie, gdy dla tej dyskusji trzeba pójść aż (!) do Domu Kultury, wyrwać się z sieci jakże ważnych codziennych obowiązków i tam, na miejscu odpokutować (sic!).
No właśnie. Może to strach przed pierwszym razem?
Że co? Że będzie nudno? – można wyjść, proszę bardzo. Że ktoś będzie forsował swoje zdanie? Na jedno kopyto? – przecież można dyskutować, polemizować, wygłaszać własne opinie. Że, że, że, że. Jeśli chodzi o mnie, od początku nie obawiałem się niczego i wszedłem w to, czego teraz mogę sobie winszować (podobnie jak z harcerstwem, po latach). Jedyna sprawa, którą poważnie ryzykuję, to nerwy.

Przychodzę spóźniony na spotkanie z ukraińskim poetą, który przyjechał do Łomianek specjalnie po to by zaprezentować swoje wiersze, ale przecież także i poglądy, i osobowość, i przede wszystkim swoją osobę. Wchodzę więc i...
Szlag mnie trafia. Na sali twarze znane, ale mało ich!
Usprawiedliwiam się za spóźnienie, wysłuchuję pierwszego wiersza i padam na kolana. To świetna poezja. A jak się okazuje za chwilę również kapitalny facet – spokojny, zaangażowany, skromny, gotów udzielić odpowiedzi na każde pytanie. Tylko nie ma zainteresowanych, o których wiem, że spodobałoby się im, jak podoba się mnie. Nie doszli, chociaż informacje o spotkaniu były rozwieszone już miesiąc wcześniej!
O co chodzi?
Po wieczorku dzwonię do kumpla z małego miasta (chociaż większego niż Łomianki).
Opowiadam mu co i jak, a on mi na to:
- O ja cię! Kurde, że u nas czegoś takiego nie robią! Ale ci zazdroszczę!
A mnie jest wstyd, bo z jednej strony się cieszę z fantastycznego spotkania, z tomiku poezji, który mam za pazuchą razem z autografem, a z drugiej... Co z tą łomiankowską reprezentacją?

Inny obrazek.
Grobowa interpretacja, skądinąd świetnych wierszy, atmosfera skupienia, mądre słowa padające z ust poety... Zaczyna wiać nudą. Ale. Tym razem jest więcej osób. Ktoś rzuca pytanie, ktoś inny drobną krytykę – rozpoczyna się dyskusja. Dyskusja między uczestnikami spotkania, w którą wciąga się gość. A ma ten gość sporo do powiedzenia. Jako autor kilku tomików, laureat paru nagród i uczestnik niezliczonej liczby poetyckich spotkań jest autorytetem. Fajnie byłoby, gdyby ten wieczór trwał dłużej. Byłoby nieźle, gdyby frekwencja była większa, więcej pytań, szersze spektrum dyskusji. Ale i tak było wspaniale, wychodzę z energią jak po trzech redbullach.
Myślę, że tak samo czują się pozostali uczestnicy spotkania.

Co trzeba zrobić, żeby było nas więcej? Nie tylko deklaratywnych zainteresowanych, lecz osób, które kiedy mówią, że interesują się literaturą, nie przepuszczą okazji, by z tą formą sztuki poobcować, dotknąć, poznać, przeżyć.
Czy tylko ludzie, którzy parają się pisaniem mogą z pisarzami rozmawiać? Przecież to nonsens – wszak czytelników jest więcej, więc dlaczego, kiedy mają okazję porozmawiać o swoich preferencjach czytelniczych, przylać autorowi bezpośrednią krytyką lub wyrazić mu swoje uwielbienie – rezygnują?

Wciąż nie potrafię tego zrozumieć i czekam z nadzieją na Almanach Łomiankowskich Poetów. Może kiedy wyjdzie na jaw, że autorzy, poeci, pisarze są wśród nas, komuś przyjdzie ochota, aby zobaczyć na żywo takie dziwo jakim jest literat.

Jacek Rostocki

Więcej:

Utwory Jacka Rostockiego

{moscomment}