12.12.2002
12 grudnia o godz. 18.00 Galerię Domu Kultury w Łomiankach wypełnił tłum. W sali wystawowej i przed wejściem do niej tłoczyli się goście zaproszeni na wernisaż wystawy Marii Hoffman "Boże Narodzenie i moje dekoracje". Nastrój stworzony przez starannie oświetlone kompozycje świąteczne artystki wzmacniał Jacek Prokopowicz grający na organach Hammonda jazzowe wariacje kolęd. Prócz świątecznych dekoracji na wystawie zaprezentowane zostały fotografie ilustrujące dotychczasowe osiągnięcia, będące częścią dwudziestoletniej działalności firmy prowadzonej przez Marię Hoffman wraz z mężem Robertem (w tym dziesięciu lat pod nazwą Hoffman Art & Design).
Wielu gości wernisażu powtarzało opinię, że takiej wystawy jeszcze w Łomiankach nie było...
Maria Hoffman: Takiej wystawy moich prac, zebranych w niekonwencjonalny sposób rzeczywiście jeszcze nie było. Nie było tego typu wystawy w Domu Kultury. Bardzo mnie to cieszy, gdyż mam w sobie pasję animatora kultury.
Skąd pomysły na tworzenie dekoracji bożonarodzeniowych?
M.H.: Inspiracją jest życie, trwanie, marzenia, wspomnienia, smutek, radość, drzewa, ziemia, bryła, szkło, papier, śmieci porzucone przez wszystkich. Wydaje mi się, że święta Bożego Narodzenia, niezależnie od religii jaką się wyznaje, niosą ciepło, coś bardzo szczególnego. Mam nadzieję, że to ciepło przebija z moich kompozycji.
"Fantazyjne i staropolskie" - tak określił Pani prace obecny na wernisażu Arkadiusz Zneykus.
M.H.: Myślę, że to dobre określenie. Staram się żeby moje prace były nietypowe, niekonwencjonalne. Staropolskie są z uwagi na materiały, które wykorzystałam: dużo słomy i patyków. Ludzie w każdych czasach, w każdej epoce i w każdym rejonie świata, tworzą swoje dekoracje korzystając z tego, co jest dokoła nich, wspierając się przy tym swoją tradycją. Nie powinniśmy uciekać od własnej tradycji, co najwyżej przetwarzać ją na nowy sposób. Nie należy czerpać z gotowych wzorców kulturowych, które płyną ze środków masowego przekazu. Myślę tu przede wszystkim o wzorcach amerykańskich. Nastrój świąteczny powinniśmy tworzyć z tego, co znajdujemy dokoła nas i tego, co jest w nas.
Na ile Pani dekoracje świąteczne ulegają wpływom mody?
M.H.: Od mody staram się raczej odcinać... Gdyby ktoś powiedział, że to, co teraz robię, jest na topie, byłoby mi przykro. Wolałabym raczej, żeby kompozycje, które wykonuje albo, które wykonujemy razem z mężem, były po porostu odczuwane. Czasem zgadzają się z trendami czasem nie. Na pewno nie czerpię inspiracji z gazet i gotowych wzorów. Raczej staram się od tego w jakiś sposób odciąć. Wydaje mi się, że każdy człowiek, nie tylko artysta, powinien szukać inspiracji w sobie i samego siebie odkrywać.
Przezroczyste bombki zawieszone na wystawie są tej chwili modne.
M.H.: Przezroczyste bombki zostały przeze mnie przygotowane na wystawę kilka lat temu, do pokazania pewnej takiej impresji - jest ona zaznaczona tutaj na kilku zdjęciach. Były one dla nas kwintesencją czegoś bardzo ulotnego, marzenia, bańki mydlanej. Dopiero teraz stały się modne i ....nic na to nie poradzę.
Czy choinka z korków od butelek jest przytykiem do polskiego obchodzenia świąt z dużą ilością alkoholu?
M.H.: Chyba nie... Korek to materiał bardzo wdzięczny i bardzo plastyczny, materiał, który zazwyczaj wyrzucamy, a może być potraktowany jako źródło inspiracji do różnych przestrzennych prac.... Przy okazji muszę się przyznać, że lubię dobre wino.
Ile czasu zajęły przygotowania do wystawy "Boże Narodzenie i moje dekoracje"?
M.H.: To trwało około miesiąca - przygotowanie, wykonanie i praca na miejscu w sali wystawowej. Natomiast pewne elementy były przez lata zbierane, wymyślane... Trudno to podliczyć.
Dekoracje świąteczne stanowią tło do retrospektywnej wystawy Pani dokonań dekoratorskich. Co było dla Pani najtrudniejsze wyzwaniem?
M.H.: Bardzo dużym sukcesem była dekoracja archikatedry św. Jana Chrzciciela podczas wizyty Ojca Świętego w 1998 roku. Była to ogromna praca, przygotowana na ostatnią chwilę, wymagającą szczególnej troski ze względu na materiał: żywe kwiaty. I chociaż nie jestem wielbicielem tradycyjnych dekoracji kościelnych, sama uroczystość była ogromnym zawodowym i emocjonalnym wyzwaniem. Chciałam odzwierciedlić styl katedry i witraży w swoich kompozycjach kwiatowych, tak żeby kwiaty były częścią witraży, częścią tej uroczystości. Było to wykonywane z kilkudziesięciu tysięcy żywych kwiatów, na ostatnią chwilę, w bardzo dużym formacie. Myślę, że był to dla mnie bardzo ważny zawodowy sprawdzian.
Zdjęcia na wystawie dokumentują dziesięć lat działalności firmy Hoffman Art & Design oraz wcześniejsze realizacje zlecenia innych firm reklamowych. Jest to przekrój naszych prac - około stu dekoracji wystaw. Na tej wystawie wybraliśmy pracę związane z dekoracjami roślinnymi i symboliką roślin.
Czy w Polsce jest zapotrzebowanie na usługi dekoratorskie, czy raczej większość ozdób przygotowuje się "domowymi metodami"?
M.H.: Przeciętny człowiek kupuje te dekoracje, które można nabyć w sklepach dekoratorskich, bo nie ma czasu, bo jest tak zapracowany, że zapomina o własnej inwencji przy wykonywaniu dekoracji domowych. Ale to może zmieniać się na korzyć. Mam nadzieję, że moja wystawa będzie inspirować, stanie się czytelnym sygnałem, że powinniśmy sami tworzyć, dekorować swoje domy, a przez to pełniej przeżywać święta Bożego Narodzenia.
Jak wyglądają święta Bożego Narodzenia w domu Państwa Hoffman?
M.H.: Odkąd mieszkamy w Dziekanowie Polskim (wcześniej mieszkaliśmy w bardzo małych pomieszczeniach) staram się zawsze, co roku w jakiś inny sposób udekorować hall, balustradę, pod sufitami podwieszam suche kompozycje. Co roku ozodby są oczywiście inne. To bardzo ważna część świąt w naszym domu. Zdecydowanie mniejszą wagę przywiązuję do wysmakowanych kulinarnych przepisów świątecznych.
Co Maria Hoffman chciałaby dostać od świętego Mikołaja w tym roku?
M.H.: Gwiazdkę z nieba... (uśmiech)
A poważniej, jakie są Pani plany na najbliższą przyszłość?
Chcę rozwijać dalej kontakty z innymi ludźmi, prowadzić działalność animatora kultury. Jest w planach kilka wystaw, choć nie wiem, czy uda się je zrealizować... Przygotowuję się do napisania pracy dotyczącej historii rozwoju dekoracji kwiatowych we wnętrzach. Jeśli pani dyrektor Domu Kultury Dorota Burkhard-Mikruta będzie przychylna dalej mojej działalności, chciałbym kontynuować i rozwijać prowadzone przeze mnie zajęcia rękodzielnicze i dekoratorskie.
Tekst i zdjęcia Miłosz Kamil Manasterski.
|